Czujki Plotkarza nie próżnowały przed świętami i rozsiane w najbardziej newralgicznych punktach miasta słały komunikaty. Jedna z nich namierzyła marszałka Adama Jarubasa na zakupach w hipermarkecie Leclerc. Samego!
Ale marszałek miał chyba kłopot ze sprawunkami, bo posiłkował się kartką zawierającą listę zakupów. To jednak najwyraźniej nie rozwiązywało jego problemów, bo co rusz sięgał po komórkę i – jak zaklina się nasza czujka – słał esemesy, zapewne konsultując szczegóły z małżonką. I to nas akurat nic a nic nie dziwi. Bo gdyby kupił nie to, co trzeba?
Już by mu żona wystawiła rachunek...