Czy pojedynki Vive Tauronu Kielce z Wisłą Płock nadal elektryzują kibiców szczypiorniaka w całej Polsce? Czy nie jest tak, że „Święta Wojna”, oprócz historycznych niesnasek, to już tylko spotkanie europejskiego giganta z czołową polską drużyną? Zwłaszcza, że Wisła właśnie odpadła z pucharów, a Vice gra dalej?
Są takie mecze, o których myśli się jeszcze długo przed ich rozpoczęciem. Polska piłka nożna ma swoje starcie pomiędzy Legią, a Lechem Poznań, oczy siatkarskiej części naszego kraju są zwrócone na pojedynek pomiędzy Skrą Bełchatów i Resovią Rzeszów. Każdy jednak, kto choć trochę interesuje się szczypiorniakiem powie, że szlagierem są mecze Vive Tauronu Kielce z Wisłą Płock. Trudno się dziwić, bo historia kielecko-płockich spotkań liczy już ponad 20 lat.
Podobno niechęć pomiędzy oboma zespołami zaczęła się podczas meczu w sezonie 1992/1993, kiedy Krzysztof Kisiel, dziś drugi trener Wisły Płock, ostro zaatakował Zbigniewa Roberta. Atak był na tyle poważny, że Robert resztę sezonu spędził w szpitalu. Ostatnio sprawą zajęli się nawet reporterzy Canal+Sport, emitując film dokumentalny „Święta Wojna”, ale geneza tej nazwy nadal pozostaje nierozwiązana.
- To nie jest zwykła ligowa potyczka. Na te mecze czeka się cały rok, bo jest w nich najwięcej emocji. Kibice wspierają swoje zespoły z całych sił. Mamy ogromny szacunek dla Wisły Płock i jestem dumny, że dwie takie drużyny reprezentują Polskę w europejskich pucharach – mówi szkoleniowiec Vive Tauronu, Tałant Dujszebajew.
O ile w przeszłości spotkania tych klubów były wyrównane i często decydowały o mistrzostwie Polski, to obecnie Wisła zupełnie straciła dystans do żółto-biało-niebieskich. Z ostatnich 22 meczów kielczanie wygrali aż 20 pojedynków. Na zwycięstwo w Kielcach płocczanie czekają od roku 2011, w którym zresztą po raz ostatni zdobyli mistrzostwo. Kolejne lata to już kompletna dominacja Vive Tauronu. Z dziesięciu finałowych starć „Nafciarze” wygrali tylko raz. W tym sezonie kibiców Płocka szczególnie mogła zaboleć porażka 22:35 w Orlen Arenie.
- To był początek rozgrywek, a Wisła dopiero budowała swój zespół. Wtedy nie byli tak dobrze przygotowani i zgrani. To wciąż bardzo groźny zespół, mający w składzie wielu utalentowanych graczy – mówił Dujszebajew przed ostatnim rewanżem w Kielcach. Niespełna dwa tygodnie temu jego zespół pokonał Wisłę jedenasty raz z rzędu. Tym razem 30:27.
Płocczanie biją głową w mur, a przecież ich kadra co roku wygląda bardzo solidnie. Trener Manolo Cadenas ma do dyspozycji m.in. brązowych medalistów ostatnich mistrzostw Świata w Katarze: Adama Wiśniewskiego, Michała Daszka, Mariusza Jurkiewicza, Kamila Syprzaka i Marcina Wicharego. Pod jego skrzydłami występują również Serb Nemanja Zelenovic, rumuński rozgrywający Dan Emil Racotea czy bramkarz Adam Morawski. Jak jednak widać, polityka transferowa Wisły, która opiera się na młodych zawodnikach, sprawdza się tylko połowicznie. Kiedy Vive świętowało w ostatni weekend awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, „Nafciarze” przegrali z Vardarem Skopje aż 31:20.
Niepowodzenia w europejskich pucharach to również znak dla czołowych zawodników, zamieniających Płock na Kielce. W ostatnim czasie do zespołu mistrzów Polski dołączyli Marin Sego i Piotr Chrapkowski, a w przyszłym sezonie w naszych barwach zagra również Mariusz Jurkiewicz.
- Nie zastanawiałem się długo na podjęciem tej decyzji. Uważam, że dobrze zrobiłem, przenosząc się do Kielc – mówi Piotr Chrapkowski, który grał w Wiśle przez 3 lata.
W ostatnim czasie dominacja Vive Tauronu Kielce jest poza wszelką dyskusją, ale sport ma to do siebie, że nie należy przesadnie popadać w optymizm. Bo dominacja jednej z drużyn może się skończyć tak szybko, jak się zaczęła.
/Piotr Natkaniec/